poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 21




   Brian czekał na Jamesa przed szkołą i cały czas w głowie miał pocałunek z Nicole. Miał ją przed sobą, taką kruchą jak lalka. Miał ją przez chwilę dla siebie, a ta chwila była ich. Wspólna i nikt nie miał prawa im jej odebrać, bo to co się stało między nimi zostanie z nimi, na zawsze.
Gdy James wyszedł ze szkoły blondyn kucnął za jedną z ławek i czekał, aż szatyn zacznie się za nim rozglądać. Chłopak zaś patrząc cały czas w telefon wyszedł przez bramę wjazdową i szedł dalej chodnikiem w stronę swojego domu. Brown zaczął zanim biec, a następnie objął go po przyjacielsku ramieniem. Ten przekręcił oczami i przyspieszył kroku.

-Ej, królewiczu co jest? Czyżby królowa Halston coś panu zrobiła? Czy w końcu zerwaliście? - zaśmiał się, przez co on narzucił kaptur na głowę.-Heej, James co jest? Gdzie jest twój dobry humor z powodu jutrzejszych zawodów? Zapomniałeś jaka czeka na nas frajda? Czeka na nas wreszcie wielkie zwycięstwo! Powinieneś się cieszyć, a nie dąsać. Czekałeś na ten dzień dziesięć lat.

-Zamknij się w końcu. To, że Ty masz zajebisty humor to nie znaczy, że ja też mam go mieć. Zaczynasz mnie powoli wkurwiać. - zatrzymał się przed przejściem dla pieszych czekając na zielone światło.

-Bracie.. co się stało? Masz mi teraz powiedzieć. Obiecałeś, że będziesz szczery. Przyjaciół się nie da oszukać. Zapomniałeś idioto? - szturchnął go na co on odsunął się bardziej od niego.-Zachowujesz się gorzej niż Emily podczas okresu. - przekręcił oczami i nie zważając na światła zaczął iść przez pasy. James zorientował się dopiero wtedy, gdy usłyszał pisk opon.

-Brain! - krzyknął i podbiegł do chłopaka leżącego na szosie. Z jego ust zaczęła ubywać krew.-Idioto jebany! - krzyknął na niego i otarł łzę spływającą mu z policzka. Z samochodu wyszedł kierowca, który widocznie był przerażony, bo potrafił się tylko patrzeć na to, jak Maslow wyjmuje drżącymi rękoma telefon i dzwoni po karetkę.-Przy Green Street zdarzył się wypadek. Tak, niedaleko szkoły. Dobrze, już..






Natalie, Halston i Emily siedziały w mieszkaniu Brown i czekały na telefon od kolegi Halston, który miał im załatwić dragi. Obiecała dziewczynom dobrą zabawę do, której sama Emily nie była do końca przekonana. Nie chciała brać narkotyków. Obiecała Brianowi, że pod jego nieobecność nie będzie robiła żadnych głupstw, a teraz jeszcze bardziej się bała, że brat w pewnym momencie wejdzie i zobaczy ją na totalnym odlocie. Przerażało ją to, a jednak posłuchała się swoich przyjaciółek niczym pies swego właściciela. To było nieuczciwe z jej strony.. a jednak jednocześnie była podekscytowana tak samo bardzo jak pozostałe dwie dziewczyny.
W pewnym momencie rozległ się dzwonek telefonu.
Lecz to nie był telefon Halston.

-Emily! Odbierz. - Natalie musiała szturchnąć dziewczynę, aby ta w ogóle wstała po telefon.

-Co? Ach, tak, tak już idę. - wstała niechętnie z krzesła i podeszła do swojej torby. Wyjęła z niej parę zeszytów, aż w końcu dogrzebała się do swojego telefonu.-To James.

-Pewnie dzwoni do mnie. Telefon zapewne mi się rozładował, a mówiłam mu, że będę u ciebie. - zaśmiała się i wyrwała jej z ręki urządzenie.-Hej ,James. Po co Ci Emily..? Coo, j-jak.. Och.. to pewnie niewinne uderzenie w głowę.. Operacja? Z powodu takiej błahostki? - brunetka przerażona wyrywkami rozmowy wyrwała dziewczynie telefon i przyłożyła go do ucha.

-Brian jest w szpitalu?!


                                                                                ***
-Myślisz, że jakbym zaprosił Lucy.. na randkę to.. Katelyn, lub Ty.. zabiłybyście mnie? - spytał Carlos swojej siostry, gdy ta wraz z nim oglądała z nim ‘’Love, rosie’’. - Czy puściłybyście mi to płazem? Bo wiesz, twoja przyjaciółka jest fajna.. i ogólnie super, piękna, inteligentna.. nie to co Ty.. - zaśmiał się, a ona uderzyła go w tył głowy.-Taka prawda.

-Zabiłybyśmy cię dopiero wtedy, gdybyś złamał jej serce.. a tak to nie, najwyżej byśmy ci pogroziły.. i trochę podkolorowały twoje oko na piękny fioletowy kolor. - uśmiechnęła się do niego i zatrzymała film.-Jeśli ci się podoba umów się z nią. Ale nie na siłę, bo wtedy.. nawet nie dostaniesz od niej buziaka. - zaśmiała się i schowała kosmyk włosów za ucho.-Lucy.. ona jest dosyć wymagająca i wiesz..

-W jakim sensie wymagająca?

-Nie zauroczysz jej kwiatkiem. To musi być coś wykwintnego. Zawsze marzyła, aby chłopak na pierwszej randce zaprosił ją do restauracji.. ładnie się ubrał.. zjedli razem romantyczną kolację.. a potem obściskiwali się na tyle jego samochodu.- uśmiechnęła się i spojrzała na niego.

-Uuu..

-No i nienawidzi róż. Uważa, że są zbyt pospolite. I nie będziesz z nią uprawiał seksu.. więc się nie napalaj. I będziesz musiał wypożyczyć jakiś fajny samochód na tą randkę, bo Ty chyba nie chcesz zawieźć ją do restauracji tym starym gratem ojca?

-Nicole.. czy Ty na serio uważasz swoją przyjaciółkę za taką łatwą? - spytał z dużym bananem na twarzy.

-Zgaduję, że usłyszałeś tylko tą kwestię o obściskiwaniu? - zaśmiała się, a następnie zamilkła, gdy usłyszała, że telefon brata dzwoni.-Kto to?

-James.. Dziwne.. - uśmiechnął się i odebrał telefon.

Gdy skończył rozmawiać przełknął ślinę i spojrzał smutnym wzrokiem na Nicole.

-Co się stało? - uśmiechnęła się lekko, a zaraz spoważniała.-Coś z Jamesem? - nie ukrywała tego, że się zaczęła martwić co też przyjacielowi jej chłopaka mogło się stać.

-Z Jamesem.. nie, z nim wszystko ok. Gorzej z Brianem. O-on miał wypadek. Jest w stanie krytycznym.


W tamtej chwili świat Nicole rozpadł się na milion kawałków.


















*AJ NOŁ KRÓTKI ROZDZIAŁ PRZEPRASZAM.
Po prostu teraz chciałam pokazać reakcję osób, które dowiedziały się o wypadku Brian'a.
Mam zamiar wstawić w tym tygodniu jeszcze jeden rozdział SOOŁ spokojnie, nic się nie dzieje. po prostu.
Wiem zaniedbałam tego bloga. Lecz, gdy komputer był w naprawie niektóre opowiadania mi się usunęły. Nie nie wiem jak. I sie lekko załamałam, a próbując napisać jeszcze raz to co pisałam miesiąc wcześniej po prostu.. trudno mi było.
Cały czas myślałam, że coś mieszam.
Przepraszam was, ale obiecuję, że ten blog odżyje jeszcze przed rozpoczęciem roku.
W sumie.. już trochę odżył.
Brian zachował się idiotycznie wiem. 
Ale ten głupek po prostu jest ślepy i nie rozróżnia kolorów XD.
Dobra nie.. to nie było śmieszne.
Idę pisać kolejny rozdział.
PAAAA. 












poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 19




Pierwszy rzut – za kłamstwa.


Drugi rzut- za miłość.


Trzeci rzut – za przekręt.





Brian biegał po boisku pod okiem Jamesa kozłując od godziny. Następnego dnia mieli bardzo ważny mecz dla drużyny, a James jako kapitan tego sezonu starał się trenować każdego z osobna. Pomimo tego, że dostawał potem milion obelg w szatni za męczący trening, nie poddawał się. W tamtym roku kapitanem drużyny był David na czym skład źle wyszedł, przez co ich mecz zakończył się nie tylko klęską, ale też czterema kontuzjami. Szatyn założył się, więc z Davidem, że w tym roku drużyna będzie królowała na podium. Od tamtej pory chłopak ćwiczył codziennie przez pięć godzin. Gdy Brian ledwo zipiał stanął za Maslowem i rzucił mu piłką w tył głowy.

-A to za co królewiczu? - spytał rzucając mu butelkę wody.

-Za godzinę kozłowania. Ręka mi już odpadła. - jednym tchem blondyn wypił zawartość butelki po czym też rzucił nią w Jamesa.

-Opanuj się, bo za karę będziesz kozłował na cztery kilometry. - szatyn wystawił mu język popychając go w stronę szatni.

-Pięć kilometrów to jak stąd do Nicole. Bardzo chętnie po kozłuję. - klasnął w dłonie i zdjął podkoszulek.

-Taa, jasne. Zadzwonisz dzwonkiem do jej drzwi i powiesz: H-hej Nicole? - rzucił w niego koszulką, a on z odrazą rzucił ją na wieszak.

-Ty i tak się nie znasz.. - zaciął się i poprawił włosy.-Ale na balu tańczyłem z tą dziewczyną.

-Cieszę się bynajmniej, że nie z rośliną. - szatyn wyjął z kieszeni jeansów telefon i spojrzał na wyświetlacz.-Oj, Halston do mnie dzwoniła..

-Zakładam, że będzie Ci wypominać to, że nie poszedłeś z nią do sklepu i nie pomogłeś jej wybrać kolejnych beznadziejnych butów, które i tak założy tylko jutro, a następnie je wyrzuci, bo uzna, że są już nie modne. - mówiąc to Brian parodiował głos Halston.

-Jeszcze coś chciałeś powiedzieć, zanim moja pięść znajdzie się na twojej twarzy? - szatyn zamachnął się i udał, że go uderza.

-Powiem jedno.. nie czepiaj się mojej techniki uwodzenia. To wszystko. - uśmiechnął się, a szatyn kopnął go w tyłek.-Jak mogłeś?

-Pozwolisz, że poprawię ten cios. - chłopcy usłyszeli za sobą głos Davida. Był już przebrany w koszulkę drużyny i uśmiechał się szyderczo.-Król i książę.. niczego. Król stara się zabłysnąć w drużynie poprzez męczące treningi, a jego książę mu w tym pomaga. Jakie to słodkie. - zrobił przerwę, aby się zaśmiać.-A potem nasz książę będzie siedział na ławce rezerwowych i całe starania naszego kapitana pójdą na marne. - David zrobił bezczelną, smutną minę po czym się zaśmiał. Brian wyrwał się do przody wyglądając przy tym jakby chciał uderzyć bruneta, ale James go powstrzymał.

-Uważaj, abyś Ty przypadkiem nie siedział na ławce rezerwowych.- Maslow splunął na buta Davida i biorąc Briana za ramię wyszli z sali gimnastycznej.






Siedząc w swoim pokoju i słuchając Amy Winehouse Nicole główkowała nad zadaniem z matematyki. Zazwyczaj przy muzyce tej piosenkarki najszybciej jej szło odrabianie lekcji, ale dzisiaj totalnie nie miała do tego głowy. Wszystkie liczby, które wypisała na kartce w kratkę przeleciały jej przed oczami. W końcu, gdy się pogubiła i musiała zaczynać od nowa rzuciła długopisem o biurko i ze złością padła na łóżko. Gdy ona zaczęła przeklinać swoją nauczycielkę do pokoju wszedł Carlos z dwoma kubkami herbaty w dłoniach. Postawił je na biurku, a sam usiadł na łóżku brunetki i klepnął ją po plecach.

-Możesz przepisać z internetu. Spokojnie nie wydam cię Pani Wolf. - Latynos poczochrał jej włosy.

-Odwal się. - wyprostowała się i szturchnęła brata w ramię.-Mam dość już szkoły, a minęło zaledwie pięć miesięcy.

-Ja mam dosyć jej po dwóch pierwszych dniach. I tak długo wytrzymałaś. - Latynos przytulił ją i zamyślił się.-Idziesz jutro wieczorem na mecz koszykówki? - spytał ją, ale w jego głosie brzmiało zwątpienie tak, jakby sam nie wiedział do końca czy tam idzie.

-Katelyn powiedziała, że idę, bo ktoś musi kibicować Brianowi i Gregowi. - uśmiechnęła się i znowu opadła na łóżko.

-Ale Ty chyba nie chcesz im akurat kibicować, co? - Latynos uśmiechnął się chytrze.

-Z Gregiem zamieniłam zaledwie cztery zdania. On jakoś mnie onieśmiela. Nie to, że czuję się przy nim niezręcznie, czy coś tylko.. nie wiem, ok? A Brian jest..

-Cudowny, kochany, przystojny i do twojej dyspozycji. - chłopak poruszył brwiami.

-Tak, w sumie masz.. zupełną racje. - brunetka przegryzła wargę.-I wiesz co? Pójdę z tobą na ten mecz.- Latynos zmrużył oczy.-Ok i porozmawiam z Brianem. - przybili sobie piątkę.

Kendall i Katelyn czekali pod salą gimnastyczną na resztę drużyny. Stali tak już od dziesięciu minuty, a nawet nie zamienili ze sobą słowa oprócz powiedzianym cześć na początku spotkania. Katelyn wraz z Lucy, Halston, Natalie i Vanessą były cheerleaderkami, a blondynka musiała cały czas na próbach powstrzymywać się od położenia Natalie nogi, aby przypadkiem nie zwichnęła kostki.
Kendall zaczął nerwowo drapać się pod głowie.

-Wszy masz, czy jak? - spytała, ale zaraz ugryzła się w język.

-Ha, ha naprawdę śmieszne. - odpowiedział i schował dłonie do kieszeni spodenek.-Denerwuję się, trochę.

-Denerwujesz się? Dlaczego? Ty nie masz po co się denerwować. Maslow tyle was trenował, że moim zdaniem wygraną macie w kieszeni.

Chwila ciszy.

-Tak, ale..

-Kendall! - krzyknęła z oddali Natalie. Podbiegła do niego i go pocałowała.-Masz. - rzuciła w stronę blondynki torebkę-Zanieś to do szatni. - Katelyn miała ochotę tupnąć nogą jak wtedy, gdy miała trzy lata i zacząć marudzić, ale powstrzymała się i machając torebką rzuciła nią o ścianę w szatni.






                                                                                ***
-Nicole poczekaj! - krzyknął Brain z drugiego końca korytarza, gdy zauważył, że brunetka wchodzi do sali gimnastycznej. Gdy on do niej podbiegł oparł się o drzwi sapiąc ciężko. Blondyn chciał z nią porozmawiać w chwili w której oboje zostali ogłoszeni księżniczką i księciem balu, ale cały czas odczuwał lekko, że wtedy Nicole zaczęła go unikać. Potem za każdym razem, gdy była w zasięgu jego wzroku gwałtownie się odwracała, jakby chciała cofnąć to, że ją zobaczył, więc postanowił, że nie będzie nalegać, ale teraz już nie dawał rady. Musiał z nią porozmawiać.-Dlaczego mnie unikasz? - spytał przestając dyszeć.-Coś się stało? Coś powiedziałem nie tak?

-Co? A nie, nie o to chodzi. - zabrała dłoń z klamki i popatrzyła na niego przegryzając wargę.

-Ja muszę ci to powiedzieć, bo już nie daje rady. - przyparł ją do ściany, a ona popatrzyła na niego przerażona.-Od dawna mi się podobasz. Uważałem, że jesteś śliczna już w dniu w, którym cię poznałem. I tak wiem o tym, że byłem strasznym tchórzem, bo nie obroniłem cię wtedy, gdy James i Logan się nad tobą znęcali i, gdy dostałaś w twarz od Halston i, gdy.. - blondyn wziął głęboki wdech i popatrzył w oczy Nicole, która się do niego zbliżyła. On przebył dzielącą ich odległość i jakby bojąc się, że ją zrani pocałował ją. Brunetka położyła dłonie na jego twarzy i gdy chciała się od niego odsunąć on przyciągnął ją do siebie obejmując ją mocno w pasie i nie puszczając jej, lekko oderwał swoje wargi od jej ust.-Przepraszam. Za wszystko.

-Nie masz za co mnie przepraszać. - odsunęła się od niego, pocałowała w policzek i zniknęła za drzwiami sali gimnastycznej. On uśmiechając się do siebie zmierzył do wyjścia.


























*Witajcie, drogie dzieci xD
Jak przygotowania do wakacji? Walizeczki przygotowane? Zeszyciki i długopisy spakowane? (no wiecie, aby pisać opowiadania :D)
U mnie., w sumie nigdzie sie nie wybieram i ten.. no w sumie nie wiem..
Pasek jest?
U mnie jest. Wszyscy się cieszą? Cieszą.
Idę się przewietrzyć, do zobaczenia :D






poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 18 & ROK BLOGA

                                 Z  dedykacją dla Naćpana Colą, THE UNFORGIVEN, Sylwia Dreams. 







Cztery dni później..


   

  Pozostało trzy godziny do balu maskowego. Nicole właśnie siedziała przed telewizorem jedząc czekoladę i oglądając film, a Carlos biegał po domu i szukał swojej maski, którą kupił wczoraj wracając ze szkoły. W domu była tylko ich mama, a tato Nicole wyjechał tego dnia w delegację. Pani Blake usiadła obok brunetki i złapała ją za rękę.

-Czemu, kochanie nie chcesz iść? - spytała uśmiechając się.

-Nikt mnie nie zaprosił, a gdy pójdę z Katelyn znowu będą wyzywali mnie od lesbijek. - podkuliła nogi pod brodę.

-Mamo przekonaj ją! - krzyknął Latynos z łazienki.

-Poszłabyś z Carlosem.

-Żebym sobie obciachu narobiła?

-Słyszałem!

-O to chodziło! - zaśmiała się.-Znaczy.. ktoś poprosił mnie o to, abym z nim poszła, ale się nie zgodziłam.

-Ooo przepraszam bardzo. - do pokoju wszedł Carlos z rozpiętą koszulą.-Z tego co mi wiadomo zaprosiło cię dwóch gentlemanów, a Ty im odmówiłaś. - pokazał im dwa krawaty.-Granatowy czy czerwony?

-I co nie masz z kim iść? - Pani Blake zignorowała pytanie syna – Kochanie nie możesz ciągle siedzieć w domu i użalać się nad sobą. - brunetka zacisnęła wargi.-No, a teraz chodź. Wybierzemy ci coś ładnego z twojej szafy i bez żadnych mi tu ‘’ale’’. - wstały z kanapy.-A i Carlos weź czerwony krawat. - uśmiechnęły się i weszły po schodach do pokoju Nicole.






Po dwugodzinnych przygotowaniach rodzeństwo było już gotowe. Nicole założyła pastelową sukienkę do kolan bez ramiączek, a do tego w pasie miała czarny, skórzany pasek z kokardą na środku. Szpilki były w zestawie z sukienką. Do tego jeszcze matowy czarny lakier do paznokci, czarna, mała torebka ze złotym paskiem oraz czarna maska z elementami ozdobnymi. Carlos zaś miał czerwony krawat czarny garnitur, spodnie i srebrną maskę.

-Wyglądasz trochę jak Zorro. - brunetka podeszła do niego i poprawiła mu kołnierzyk.

-Zorro będzie dziś ratował dziewczynki z opresji. - wypiął klatkę piersiową do przodu, a brunetka uderzyła go w brzuch przy czym on się skulił.

-Tylko kto będzie chronił naszego Zorro? - zaśmiała się mama.

-Siostra Zorra. - odpowiedział i ponownie się wyprostował. W tej samej chwili do drzwi zadzwonił dzwonek. Brunetka otworzyła drzwi, a w nich stał Brian z maską na czubku głowy.

-To jak Carlos jedziesz.. - urwał i spojrzał na dziewczynę stojącą przed nim.-H-hej Nicole.

-Hej. - brunetka przegryzła wargę, a Carlos wypchnął siostrę z progu i zamknął drzwi.

-Tak, możemy jechać.






    Przez większość drogi cały czas mówił tylko Carlos, a Brian i Nicole wcale mu nie przerywali. Blondyn od czasu do czasu spoglądał na siedzącą obok brunetkę. Po piętnastominutowej jeździe wysiedli przed szkołą. Brian złapał brunetkę za rękę, a ona nie zaprzeczała tylko pozwoliła, aby rumieniec okrył jej policzki.

-Ślicznie wyglądasz. - szepnął ponad jej ramieniem, a przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz.-Z resztą jak zawsze.-to drugie powiedział w stronę neonowej szkoły

-Dziękuję. - powiedziała to jak zawsze szeptem.





Zanim się spostrzegli byli już wśród porozrzucanych plastikowych kubków i wśród neonowych świateł, które dostawały się w każdy zakątek sali. Nicole podeszła do Lucy stojącej pod sceną, a Brian zniknął wśród elity James wraz z Carlosem. Kręcono włosa popijała sok i widocznie wypatrywała Ryana, który miał się zjawić tutaj lada chwila.

-Hej, Lucy. - krzyknęła do niej brunetka.

-Nicole? Mówiłaś, że nie przyjdziesz Ty kłamco. - szatynka szturchnęła ją w ramię cały czas patrząc w stronę drzwi.

Chwila ciszy.

-Na pewno przyjdzie? - brunetka zmarszczyła czoło i zaczęła nerwowo bawić się rąbkiem sukienki. Lucy popatrzyła na nią unosząc wysoko brwi.-Ryan.

-T-tak raczej. Mówił, że przyjdzie, ale.. - urwała gdy do sali wszedł Ryan w towarzystwie dziewczyny, której twarz była zasłonięta maską.-Ugh zapomnij, że mówiłam cokolwiek o Ryan’ie. - dziewczyna wypiła czerwony płyn po czym dolała sobie jeszcze trochę do kubeczka. Nicole nasunęła maskę na czubek nosa.

-Matko, jak to dobrze, że tym nie da się upić. - mruknęła brunetka i patrzyła jak przyjaciółka wypija oranżadę.





A zasady w elicie były łatwe. Podczas imprez mieli bawić się tylko ze swoim gronem. Grali w butelkę, śmiali się i praktycznie nie zauważali nikogo innego niż przyjaciół z paczki. Czekali na razie na Halston i Natalie. Kendall poinformował ich, że trochę się spóźnią, bo chcą wyglądać niesamowicie, a powiedział to dramatycznym tonem. W końcu, gdy zrobiła się napięta atmosfera Carlos podsunął pomysł, aby James w końcu z kimś zatańczył za nim Halston wtargnie i nie pozwoli mu odejść od grupy.

-No Maslow.. co Ci szkodzi? - zachęcał go Carlos i Brian.

-Naprawdę boisz się Halston? - spytał go Logan, a szatyn zamroził go wzrokiem.-No co?

-Obiecałem, że zafunduję jej pierwszy taniec. - oparł się o ścianę.

-Ale jej tu nawet nie ma. - brunet obrócił go w stronę sceny na, której śpiewał szkolny zespół.-Zatańcz z tą. - chłopak wskazał na dziewczynę w czerwonej sukience pijącą wodę.

-A, żeby dodać ci otuchy też z kimś zatańczę. - Brian poklepał szatyna po plecach.

-Ok, ale może bym tak sam wybrał, którąś z dziewczyn? - szatyn westchnął i wskazał na dziewczynę w pastelowej sukience. Latynos zaczął się krztusić napojem.-Coś nie tak?

-Nie, nie po prostu.. - nie dokończył, bo James nasuną maskę na oczy, odszedł od nich i podszedł do dziewczyny podając jej dłoń.

-Zatańczysz? - spytał nieśmiało. Dziewczyna przytaknęła skinieniem głowy i położyła swoją dłoń na jego dłoni. Weszli na środek parkietu. Muzyka zmieniał się na wolniejszą, bardziej nastrojową. James położył swoje ręce na talii dziewczyny, a ona położyła swoje dłonie na jego ramionach. Na początku kołysali się w rytm muzyki nie patrząc sobie prawie w oczy. W końcu. Gdy tancerka niechcący stanęła Jamesowi na nodze spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem. On się zaśmiał i okręcił ją wokół własnej osi. Brunetka uśmiechnęła się i zabrała kosmyk opadających jej na oczy włosów chowając je za uchem

-A, więc jak masz na imię? - spytał, gdy muzyka ucichła, a ona nadal trzymała swoje dłonie na jego ramionach. Dziewczyna zaśmiała się i odeszła od niego po czym on podbiegł do niej.

-Tajemnica to tajemnica. Gdybym powiedziała Ci teraz swoje imię sekret maski byłby zdradzony. - wzięła styropianowy kubeczek w dłonie i napiła się trochę wody. James uważnie się rozejrzał.

-A jeśli obiecam, że nikomu nie powiem o twojej tożsamości, księżniczko? Wtedy mi powiesz?

-Nie. Nie powiem ci nawet pierwszej litery. A tak w ogóle to przyjaciele cię wołają. - skinęła głową w stronę chłopaków.

-Intrygujesz mnie. - uśmiechnął się i odszedł od niej. Stanął obok Logana i..

-Och witaj James. - szatyn usłyszał milutki głosik za sobą. Odwrócił się na pięcie i popatrzył w wściekłe oczy blondynki.

-Hej, skarbie.

                                                                                     ***

-Ryan, Ryan, Ryan. Ech rozumiem, że jesteś dopiero miesiąc w tej szkole, ale powinieneś nauczyć się jednego. - David rzucił nim o ścianę.-Że do Emily nie masz prawa się nawet odzywać. - uderzył go w nos, z którego zaczęła spływać szkarłatna krew.-Oszczędzę cię tylko dlatego, bo jesteśmy kumplami. - brunet poklepał go po ramieniu. Gdy zaczął od niego odchodzić chłopak podstawił mu nogę i, gdy się przewrócił przyparł go do podłogi stając butem na jego plecach.

-Chciałeś coś jeszcze dodać, kumplu? - Ryan się zaśmiał, a paczka Davida odepchnęła go od leżącego i sama zaczęła go uderzać w brzuch, plecy.. na ratunek przybiegli James i Brian, którzy zaczęli szarpać się z chłopakami. Blondyn dostał dwa razy w policzek, a James w brzuch.

-Ej dyrektorka idzie! - szepnął ktoś kto stał w progu drzwi. Paczka Davida się rozproszyła, a ona sam podszedł do Ryana, Briana i Jamesa i szepnął..

-Jeszcze się z wami rozprawię.

***
-Tańczyłaś z sześcioma chłopakami, a rozpoznałaś tylko dwóch? - Katelyn zajadała nachosy popijając je wodą.

-Carlos cały czas się wydurniał, więc jego jest łatwo rozpoznać, a Brain ma bardzo charakterystyczne dłonie.. - dziewczyna zarumieniła się i popatrzyła na dyrektorkę, która zaraz miała ogłosić króla i królową balu oraz księżniczkę i księcia balu.

-Brian ma charakterystyczne dłonie powiadasz? - blondynka poruszyła znacząco brwiami. Blake chciała zripostować przyjaciółkę, ale pani dyrektor zarządziła ciszę. Kobieta uśmiechała się promiennie otwierając kopertę z wynikami.

-A królem i królową balu zostają..

-Nicole i James! Tłum szaleje, bije brawa. - szepcze jej do ucha Carlos uśmiechając się.-A może jednak Nicole i Brian?

-Zostają.. James Maslow i Halston Sage! - gdy szatyn słyszy nazwisko swojej dziewczyny nie może powstrzymać zaskoczonego spojrzenia. Przecież tego wieczoru nawet raz nie zatańczyli..

-Chodź misiu. - blondyna ciągnie go przez salę w stronę sceny. Dyrektorka zaczyna ogłaszać księżniczkę i księcia balu, a Brian odruchowo bierze brunetkę za dłoń, którą ona ściska.


-Zostają.. Brian Brown i Nicole Blake! - szatyn spogląda na brunetkę i rozpoznaje w niej dziewczynę z, którą pierwszą zatańczył tego wieczoru..











*Dziś nie mam dla was jednorazówki. Mam dla was coś dla mnie ważniejszego. 
Otóż trzy miesiące temu zaczęłam pisać 3 opowiadanie...
O nie..
Nie, spokojnie. Nie zakładam KOLEJNEGO bloga, ani nic z tych rzeczy.
Chciałam wam raczej.. pokazać? Tak pokazać, co napisałam.
To będzie króciutki fragmencik z 3  rozdziału. (Tak na wyrywki xD)
Chciałam znać waszą krótką opinię.
I tym razem będzie to.. coś w stylu PLL. Jeszu czo to ma bycz. A no tak. Ja taki krejzol jestem :P. 
I TAK WIEM, ŻE rok bloga minął 5 kwietnia, ale.. miałam lenia ok?!














                                                                    ~Podsumowanie~
Wyświetlenia : 2,846
Posty : 19
Obserwatorzy : 5 (koleżanka mówiła, że 4, ale u mnie jest 5 więc nie wiem)

Zapraszam do czytania :
















Kendall
To nie jest prawda. Nie mam wrogów. Znaczy miałem, ale teraz już nie.

Kurwa, o co chodzi.

Ściskam w dłoni swój telefon bojąc się, że z nerwów, które powoli mi puszczają nim rzucę. Czuje, że mięśnie mi się naprężają, a w głowie pulsuje ból. Na palcu od ściskania mojego telefonu mam odciśnięty guzik odblokowywania. Czuję, że ręce zaczynają mi się trząść, a telefon wyślizgiwać z dłoni i się nie mylę. Gdyby nie to, że przestałem wpatrywać się w treść sms'a urządzenie leżałoby roztrzaskane na podłodze obok telefonu Jamesa, który go upuścił. Szukam wzrokiem fotografki, ale zniknęła z mojego pola widzenia. W miejscu gdzie przed chwilą stała brunetka znajduje się tylko jej przyjaciółka wpatrując się w swoje buty. Patrzę jeszcze raz na treść wiadomości i przeklinam pod nosem.


Zemsta będzie słodka. Pamiętasz?

-S.

Chowam telefon do kieszeni i piję duszkiem wodę z plastikowego kubeczka. Wypijam trzy kolejki, oblizuję wargi i podchodzę do Jamesa, który wpatruje się w swój roztrzaskany telefon. Logan podchodzi do niego i klepie go po ramieniu.

-Spokojnie. Kupisz sobie nowy.-wygląda jakby sobie z niego kpił. Jak dla mnie to nie jest śmieszne.

-A tak na serio co się stało. - gdybym wiedział to bym ci sam powiedział, Carlos.

Kucam nad rozbitym telefonem. Powoli go podnoszę i próbuje go włączyć. Pomimo rozbitego ekranu włączył się. Powoli, ale się włączył. Gdy szukam wiadomości, którą dostał James szatyn patrzy to na mnie to na urządzenie. Wygląda jakby się wahał czy mi go wyrwać czy nie. Odszukuję zdanie, które dostał i czytam je na głos.

-To zawsze zaczyna się tam gdzie się skończyło? -marszczę czoło, a Logan wyrywa mi telefon z dłoni.

-S. Kto to S? Znamy kogoś kto ma na początku imienia literę S? -dopytuje się brunet, a Gustavo w tym czasie ogłasza, że możemy na dwie godzin rozejść się do domów. Carlos wygląda jakby miał pęknąć z radości.


Lily

Wyszłam z budynku i postanowiłam, że wrócę do domu na piechotę. Myślałam, że ten dzień będzie wspaniały bynajmniej na taki się zapowiadał, ale niestety pomyliłam się po całości. Rozejrzałam się na prawo i lewo sprawdzając czy nic przypadkiem nic nie jedzie. Weszłam na pasy przyglądając się dziurkom, które znajdowały się w szosie. Kopnęłam kamyk leżący na środku szosy i usłyszałam trąbienie. Popatrzyłam wprost na reflektory, które mnie oślepiły i przez najbliższe dwie sekundy nie widziałam co wokół mnie się dzieje.

A potem poczułam pchnięcie do przodu, czyjeś ramiona i czyjś oddech na mojej skórze przez, którą przeszedł dreszcz przerażenia. Moje zamknięte oczy zaczynają się kleić. Łzy które z nich wypływają spływają mi po policzkach i kapią na spodnie wybawcy. Czuję się jak w jakiejś pieprzonej telenoweli w której to chłopak ratuje dziewczynę z opresji, a potem się bez dobrego poznania całują. Kto w takie cholerstwa wierzy?
Wyrywam się z jego uścisku i wstaję z zimnego chodnika.

-Nie ma za co pani Collins. - gdy słyszę swoje nazwisko spoglądam na chłopaka, który mi pomógł. No proszę, przecież to James, który zmrużył oczy i spogląda na mnie lekko się uśmiechając.

-Tak, ma pan racje. Nie ma za co. - patrzę na niego lekko zdziwiona. On cały czas klęczy na chodniku i spogląda na mnie wyglądając przy tym jakby był urażony tylko czym? Chciał udać bohatera, ale mu to nie za bardzo wyszło i teraz nad tym ubolewa?

-Mam racje? -wstaje i patrzy na mnie jak na totalną idiotkę. Czuje narastającą gule w gardle, która utrudnia mi mówienie.-Gdyby nie ja leżałabyś tam i prawdopodobne umarła, a Ty mnie informujesz, że nie ma za co? Jesteś naprawdę taką idiotką czy Ty tylko udajesz? - zaciskam pięść, a potem ją otwieram. Zamykam otwieram, zamykam otwieram, zamykam..

-Wiesz co wcale nie musiałeś pokazywać jaki to Ty jesteś odważny i wcale nie musiałeś zabierać mnie z tych pasów. Może ja chciałam wpaść pod ten cholerny samochód. - może chciałam zginąć podobnie jak mój chłopak..

-Tak masz racje. Straciłem tylko czas bojąc się o ciebie.-widzę, ze zaciska zęby i powstrzymuje się od tego, aby mnie nie uderzyć. Potem odchodzi. I w środku mam nadzieję, że więcej go nie spotkam.


James

No co za idiotka! Jak można być kimś tak pojebanym wchodzić pod koła rozpędzonego samochodu i jeszcze powiedzieć spierdalaj tylko milszymi słowami do kogoś kto uratował ci życie?! Na początku ta wiadomość, a teraz ta.. brak mi słów. Wracam do chłopaków, którzy czekali na mnie pod studiem. Patrzą na mnie zaskoczeni jakby stało się nie wiadomo co. Wymijam ich i wchodzę do budynku z jeszcze gorszym humorem niż wcześniej. Nowe motto; nie pomagać dziewczynom, które są śliczne, bo zawsze wyjdziesz na idiotę, Maslow. Mam ochotę przywalić sobie w twarz na obudzenie, ale tego nie robię.

Wchodzę na plan i się rozglądam. Nawet nie wiem po co tu wracałem. Wszystko teraz kojarzy mi się z tą dziewczyną. Co się ze mną do cholery dzieje?






To by było na tyle. Dzięki, że ze mną jesteście i w ogóle.

Mam nadzieję, że nie zapomnę na przyszłość i rozdział 19, który jest już napisany wstawię za maksimum 2 tygodnie :)








                                                                                                                               Do zobaczenia.



sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 17




    



    Cztery dni później odbyła się wycieczka na obóz integracyjny, którą organizowała pani dyrektor. W szkole zostało około dziesięć osób (Nicole, Katelyn, Carlos, James, Emily, Brian, Vanessa, Logan, David i Ryan), które mają pomóc przy dekorowaniu szkoły na pojutrzejszy bal maskowy. Zostali oni podzieleni na trzy grupy. James, Nicole, Katelyn i Brian mieli ozdobić salę gdzie wszystko miało się odbyć. Logan, Carlos, Vanessa i Emily mają przywieźć przekąski wraz z panią Smith, a Ryan i Greg mieli za zadanie przynieść krzesła i stoliki z piwnicy. Gdy wszystko zostało już ustalone rozeszli się.

-Ja widzę to tak.-powiedziała Katelyn wchodząc do sali.-Tutaj by wisiał tak jak co roku ten baldachim z napisem.

-A tam by się ustawiło stoliki z przekąskami, a obok krzesła.-odpowiedział Brain podchodząc do blondynki.

-Hej. Wszystko już ok ? - spytał James Nicole dotykając jej ramienia przy czym przez jej ciało przebiegł dreszcz.

-Tak, wszystko ok.-powiedziała patrząc na Briana przynoszącego głośniki.-Dzięki, że pytasz.-podeszła do ściany i usiadła na podeście.

-Nicole, mogłabyś z Jamesem zawiesić ten baldachim? -spytała ją blondynka podając jej materiał.

-A może zrobi to Brian z Nicole? -spytał szatyn, a Katelyn wepchnęła mu wstążki w dłoń. Brian wzruszył ramionami.

-Nie.



Blondyn podał Nicole krzesło na które powinna wejść i przyczepić napis. James chciał, żeby on to zrobił, ale brunetka była nie ugięta. Weszła na krzesełko i przywiązała jeden rąbek do słupka. Potem przeszła na drugą stronę i z utrudnieniem również przywiązała rąbek materiału. Gdy chciała zejść krzesło się zachwiało się, a ona wpadła w ramiona Maslowa.

-Dzięki.-szepnęła zostając w tej samej pozycji.

-Za dużo razy mi już dziękowałaś.-uśmiechnął się nie puszczając jej.

-Ej kochasie może byście tak nam pomogli?! - krzyknął David niosąc stolik. Nicole uwolniła się z uścisku szatyna i podeszła do Katelyn, a James pomógł Davidowi wnieść stolik.-Gdyby to wszystko widziała Halston..

-Gdybyś Ty dostał teraz w ryj..

-Eee, a mi to już nikt nie pomoże? -krzyknął Greg niosąc osiem krzeseł naraz.

-Pojebało cię? -spytał Brian biorąc od niego cztery krzesła.-Gdyby nie ja załamałbyś się.-popatrzył na niego z politowaniem.

-Jak to mój starszy brat mawia.. najpierw masa potem rzeźba.-zaśmiał się i ustawił krzesła wokół stolika.

-Mądrala.-powiedział pod nosem Brian i podbiegł do Jamesa.-Tylko żadnych mi tu kłótni.-szturchnął go w ramię, a on kiwnął głową.





  


   Carlos i Emily zajmowali się napojami, a Logan i Vanessa przekąskami. Latynos pytał trzy razy panią Smith czy na pewno nie można brać alkoholu. Ona za każdym razem zamrażała go wzrokiem, a on przekręcał oczami i pakował kolejne butelki oranżady do koszyka. Gdy mieli już cały koszyk zapełniony podeszli do pani Smith i spytali czy tyle wystarczy. Kazała im wziąć jeszcze dwie zgrzewki wody na wszelki wypadek.

-Wiesz co? -spytała Emily podnosząc zgrzewkę i podając ją Latynosowi.

-Nie wiem.-odpowiedział chowając ją do koszyka.

-Brianowi podoba się twoja siostra.

-Wiem o tym.-odpowiedział podjeżdżając wózkiem do kasy.

-A Ty skąd o tym wiesz? Mówił ci coś? Czy już wszyscy o tym wiedzą oprócz Blake? -spytała ciemnowłosa płacąc za napoje.

-Wszyscy o tym wiedzą.-wyszli ze sklepu i zaczęli wszystko pakować do bagażnika. - Nawet Nicole.

-Jak to?! - krzyknęła wprost do ucha Logana.

-Naprawdę, Em.. nie musisz się tak drzeć. Ja cię doskonale słyszę. - brunet przetarł swoje ucho i wsiadł do samochodu. Emily przekręciła oczami.

-Tak, Nicole o tym wie. I nawet się na jej urodzinach się pocałowali, ale chyba coś się nie udało twojemu braciszkowi, więc spokojnie.. nie musisz się na razie martwić, że zostaniemy rodziną.-wszyscy wsiedli do samochodu i odjechali.






Sala była już przystrojona. Krzesła i stoliki były porozstawiane tak, aby nie przeszkadzały w tańcu, czyli po bokach sali. Baldachim z napisem na szczęście się nie zerwał tak jak w tamtym roku. A wszystkie głośniki były w dobrym stanie. Pozostało tylko czekać, aż pozostali przyjadą z przekąskami i wszyscy będą mogli zmywać się do domu.

-I.. jak wrażenia? - spytała Katelyn Nicole siadając obok niej.

-Jest naprawdę ładnie. Tylko i tak raczej nie przyjdę, a czemu mnie się o to pytasz? - brunetka właśnie odpisywała na sms Lucy.

-Nie chodzi mi o to.. chodzi mi o Jamesa i.. jak to nie przyjdziesz?! Nawet sobie tak nie żartuj.

-Dlatego nie żartuj. Nie miałabym z kim iść.

-A Brian, a Greg, a eee James? - spytała wskazując na każdego po kolei. Nicole tylko pokręciła głową.

-James ma dziewczynę. Greg nie jest w moim typie, ale jest naprawdę fajny no, a Brian.. z Brianem mi się nie udało za bardzo, ok?

-Ale gdyby James nie miałby dziewczyny i by cię zaprosił to byś poszło? - blondynka popatrzyła na szatyna leżącego na podłodze, a brunetka również tam spojrzała.

-A może Ty byś poszła z Kendallem na bal? Ja ci mogę to załatwić. Kendall prawie codziennie do nas przychodzi, więc spokojnie.

-Kendall przychodzi z Natalie i koniec kropka. Ja na przykład przyjdę z Lucy. Albo wiem! Wybierz sobie kogoś z tej nasze przystojnej dwójeczki, a ja wezmę tego co zostanie. - Nicole spojrzała najpierw na Briana. - Czyli Brian, ok.

-Nie.

-Co, nie?

-Na pewno nie z Brianem. Znaczy.. lubię go i jest naprawdę super facetem, ale.. no, bo wiesz my się całowaliśmy. Wtedy na moich urodzinach. - blondynka popatrzyła na nią zaskoczona,a ona przyniosła wzrok na Jamesa. - A on czasami zachowuje się jak skończony debil.

-Jak to do cholery całowałaś się z Brianem?! -krzyknęła, a wszyscy na nią popatrzyli. Łącznie z panią Wolf, która weszła właśnie do sali. Nicole potrafiła tylko zacisnąć wargi, zarumienić się i powstrzymywać śmiech.

-Eee, dzień dobry pani Wolf.-blondynka uśmiechnęła się, a Greg i David wybuchnęli śmiechem.









   Po przyjeździe samochodu z przekąskami wszyscy zostali odesłani do domów. Carlos poszedł wraz z Jamesem, Loganem i Kendallem do baru, a Nicole wraz z Katelyn, Emily i Vanessą zmierzyły do domu Peny i Blake. Rozmawiały całą drogę i same były zdziwione ile wspólnych tematów mają. Stojąc już przed domem zatrzymały się i jeszcze chwile rozmawiały o balu, który miał się odbyć za cztery dni.


Następnie rozeszły się do domów.












*Ja to jestem sprawna! Ledwo wstawiłam rozdział na tamten blog, a jeszcze w tym samym dniu pojawia się kolejny rozdział na tym blogu! Spryciarz ze mnie no nie? xD Nie? Ok nie.


Jak będzie na balu? Czy Nicole na niego pójdzie? A jeśli nawet to z kim? Dowiecie się tego w 18 rozdziale! Do zobaczenia :)























środa, 17 lutego 2016

Rozdział 16

  



    Nicole patrzyła chwilę mu w oczy, ale zaraz się otrząsnęła. Była w jakimś koszarze. Cała drżała, jej błyszczyk został rozmazany przez usta Jake'a. Oczy były czerwone, a jej spodnie cały czas rozpięte. Nie była tym skrępowana. Po prostu potrzebowała czyiś ciepłych ramion, które otuliły by ją jak kołdra i nie puszczały do czasu, aż ten koszmar się skończy.

-Dziękuje ci James.-bez zastanowienia przytuliła się do niego i zaczęła płakać w jego koszulkę. On jej nie odepchnął tylko pogładził jej plecy i pozwolił się wypłakać.

-Przepraszam ciebie.. za to, że tak rano was potraktowałem. Po prostu wkurzyłeś mnie Carlos.

-Bynajmniej mi pomogłeś.... dzięki.-uśmiechnął się do niego, a Nicole oderwała się od Maslowa.

-Już lepiej ? -spytał zmartwionym głosem.

-T-tak już mi lepiej. Trochę.-wstała z chodnika, wytrzepała się i zapięła spodnie.

-Chodźcie. Podwiozę was.

-Nie, dzięki ja już mam dosyć Halston na dziś.-przytulił Nicole i powoli zaczęli odchodzić od szatyna.

-Jak to Halston ? Emm Halston ze mną nie ma. Wracam z treningu koszykarskiego.-podbiegł do nich.

-Ale i tak damy sobie radę. Możesz już spadać.

-Carlos..

-Wiesz co Pena ? Czy Ty o niej pomyślałeś ? Widzisz jak ona wygląda ? Od tego upadku coś ci się chyba pojebało..

-Mamy nie daleko do domu..

-A skąd wiesz, że nie spotkacie tych zboczeńców ? A ja tobie nie pomogę..

-Dobra ! Dramatyzujesz tak samo jak nasza matka, ale ok ! -James zaprowadził ich do swojego auta. Wsiadając Carlos posłał my zabójcze spojrzenie.


Po siedmiu minutach byli już na miejscu. Carlos pomógł wysiąść Nicole, a ona w tym czasie szepnęła do Jamesa ''Dziękuje''. On uśmiechnął się i zaraz po tym jak drzwi się zatrzasnęły odjechał.



   Następnego ranka rodzeństwo postanowiło, że Nicole nie pójdzie jutro do szkoły, a ze względu na to, że rodzice byli od szóstej w pracy nikt nie zadawał im zbędnych pytań. Brunetka położyła się w łóżku i zjadła śniadanie zrobione przez jej brata. Cała noc płakała. Nie spała tylko myślała o całym wczorajszym wieczorze. Bała się, że gdy zamknie oczy znowu tam będzie, ale tym razem nikt jej nie pomoże tylko zostanie tam sama na pastwę losu Jake'a. To było okropne..

-Musimy iść na policję i powiedzieć o wszystkim.-z rozmyśleń wyrwał ją Carlos chodzący po pokoju.

-I co im powiesz ? Że napadli mnie faceci w czerni ? -spytała bawiąc się rąbkiem kołdry.

-Kuźwa nie wiem..-w tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwiony Latynos zbiegł po schodach i otworzył gościom. Za drzwiami stała Lucy wraz z Katelyn i Brianem.-Co wy tu robicie ? -spytał zdziwiony.

-Jak to co ? Przyszliśmy do Nicole. Co się tak w ogóle stało, bo James powiedział, abyśmy przyszli do was i pocieszyli twoją siostrę.

-Aa James.. ok wchodźcie.



Mia od rana szukała Jamesa. Cholernie się jej podobał, a wiedziała, że jeśli będzie w towarzystwie Halston jej plan nie wypali. Zadanie było proste. Miała upozorować upadek tak, aby szatyn pomógł jej wstać lub, aby ją złapał. Do wykonania tego planu poprosiła Vanessę o pomoc. Chciała aby to ona ją popchnęła centralnie w stronę Jamesa. Dziewczyna po kilkunastu namowach nie chętnie się zgodziła.

-Zobacz ! Jest już na placyku.! No, więc tak.. on wejdzie do szkoły ja będę zapatrzona w telefon i wtedy popchniesz mnie w jego stronę. Zrozumiano ? -spytała poprawiając swoje lśniące włosy.

-Ja ci mówię, że ten plan nie wypali..

-Wiem co robię ! Ok idzie.. pamiętaj popchnij mnie dopiero wtedy gdy będę wystarczająco blisko niego.-Mia odeszła w stronę zamyślonego Jamesa. Patrzył w podłogę, a jego oczy były czerwone, ale dziewczyna zbytnio tym się nie przejmowała. Gdy była zaledwie metr od wejścia Vanessa popchnęła ją, a ona wylądowała w ramionach Ryana..

-Ryan ? ! Co Ty odpierdalasz ? ! -krzyknęła rozglądając się za Maslowem. Był już w szatni w towarzystwie swojej dziewczyny.-Jak mogłeś ?

-O co ci chodzi ? Byś się wyjebała na tych szpilach i nie byłoby co po tobie zbierać.-ona tylko prychnęła i odeszła od niego.


                                                                               ***

-Wyjdźcie stąd ! -krzyknęła Hal gdy tylko James zmienił buty. Wszyscy nagle wyszli z szatni oprócz Jamesa i Halston.-Najpierw mówisz mi, że nie jedziesz z nami nad morze do mojego wujka, potem gdy do ciebie dzwonię nie odbierasz, a teraz jeszcze wyglądasz jakbyś się naćpał. Co się z tobą dzieje do cholery ? Sam wiesz, że nie możemy sobie pozwolić na takie rzeczy.

-Hal uspokój się, dobra ? Czasami zastanawiam się co jest dla ciebie ważniejsze. Ja czy ta pojebana elita, którą sobie wymyśliłaś..

-James. Oczywiście, że Ty tylko zdenerwowałam się, kotku.-usiadła mu na kolanach i go pocałowała.-Przepraszam cię, ale muszę iść. Pa kocie.-wyszła z szatni, a zaraz za nią wszedł Brian.

-Widzę, że już się pogodziliście. Dobra tam i tak mam to gdzieś. Wiedziałeś co się stało z Nicole ?

-Byłem przy tym. Pomogłem Carlosowi ich pobić.-na dźwięk dzwonka szatyn wstał i oboje wyszli z szatni.

-Gówniana sprawa. Myślałem, że tutaj nie ma takich akcji, a tu proszę co się porobiło.-weszli do klasy i usiedli w ostatniej ławce. Pani zaczęła sprawdzać obecność.

-Była w fatalnym stanie. Cholernie mi jej szkoda.-szatyn zrobił poważną minę.

-Schmidt !

-Jestem !

-Przytuliłeś ją chociaż ?

-Brown i Emily Brown !

-Są !

-Ejj Brian.-szepnęła do niego siostra. On kiwnął głową.-Co się stało, że tak rano wybiegłeś z domu ? -Vanessa kopnęła ją w kostkę.-Kuźwa Van odbiło ci ?

-Pani się na was patrzy.-przekręciła oczami, a Emily i Brian od razu się wyprostowali.

-Dobrze, więc możemy zaczynać..





        Greg siedział na lekcji matematyki i spoglądał co chwile na nauczycielkę. Przeglądała testy, które jego klasa pisała cztery dni temu. Nie bał się oceny. Był bardzo wyluzowany. Może nawet za bardzo. Siedział oparty o ławkę za nim, huśtając się na krześle i rysował w zeszycie. A raczej szkicował jakąś dziewczynę i uśmiechał się do niej. Gdy nauczycielka wstała z krzesła chłopak przestał się huśtać i zaczął ponownie na nią spoglądać. Gdy wreszcie został jej tylko jeden test podeszła niepewnym krokiem do Grega. Podała mu test i uśmiechnęła się. Blondyn popatrzył na wynik.

-Zdam ! -krzyknął i patrzył na ocenę. Na kartce widniała ocena B.

-Cud przed balem maskowym, co Greg ? -spytała nauczycielka wpisując oceny do dziennika.

-Taak. Cud.-zaśmiał się i oddał kartkę.

Wieczorem do domu wrócili rodzice Nicole i Carlosa. Zdenerwowani wtargnęli do pokoju Nicole gdzie był też młody Pena i zarządzili natychmiastowych wyjaśnień.

-Dlaczego byliście u twojego ojca ? -mama wskazała na Carlosa.-Mówiliście, że będziecie w centrum handlowym.


-Mamo, bo to było tak.-Carlos opowiedział im wszystko zaczynając od rozmowy o aptece do przyjazdu do domu..
















*Mówiłam, że wstawię na mich feriach rozdział ? Mówiłam, więc i oto się pojawia rozdział.

Kim jest dziewczyna którą szkicował Greg ? Kiedy będzie bal maskowy i czy Nicole w ogóle na niego pójdzie ?

UWAGA SPOJLER !














NIE CZYTAJ TEGO !






















TO JEST ZAKAZANE !!!!

































 Bal odbędzie się w rozdziale 18 :D