poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 21




   Brian czekał na Jamesa przed szkołą i cały czas w głowie miał pocałunek z Nicole. Miał ją przed sobą, taką kruchą jak lalka. Miał ją przez chwilę dla siebie, a ta chwila była ich. Wspólna i nikt nie miał prawa im jej odebrać, bo to co się stało między nimi zostanie z nimi, na zawsze.
Gdy James wyszedł ze szkoły blondyn kucnął za jedną z ławek i czekał, aż szatyn zacznie się za nim rozglądać. Chłopak zaś patrząc cały czas w telefon wyszedł przez bramę wjazdową i szedł dalej chodnikiem w stronę swojego domu. Brown zaczął zanim biec, a następnie objął go po przyjacielsku ramieniem. Ten przekręcił oczami i przyspieszył kroku.

-Ej, królewiczu co jest? Czyżby królowa Halston coś panu zrobiła? Czy w końcu zerwaliście? - zaśmiał się, przez co on narzucił kaptur na głowę.-Heej, James co jest? Gdzie jest twój dobry humor z powodu jutrzejszych zawodów? Zapomniałeś jaka czeka na nas frajda? Czeka na nas wreszcie wielkie zwycięstwo! Powinieneś się cieszyć, a nie dąsać. Czekałeś na ten dzień dziesięć lat.

-Zamknij się w końcu. To, że Ty masz zajebisty humor to nie znaczy, że ja też mam go mieć. Zaczynasz mnie powoli wkurwiać. - zatrzymał się przed przejściem dla pieszych czekając na zielone światło.

-Bracie.. co się stało? Masz mi teraz powiedzieć. Obiecałeś, że będziesz szczery. Przyjaciół się nie da oszukać. Zapomniałeś idioto? - szturchnął go na co on odsunął się bardziej od niego.-Zachowujesz się gorzej niż Emily podczas okresu. - przekręcił oczami i nie zważając na światła zaczął iść przez pasy. James zorientował się dopiero wtedy, gdy usłyszał pisk opon.

-Brain! - krzyknął i podbiegł do chłopaka leżącego na szosie. Z jego ust zaczęła ubywać krew.-Idioto jebany! - krzyknął na niego i otarł łzę spływającą mu z policzka. Z samochodu wyszedł kierowca, który widocznie był przerażony, bo potrafił się tylko patrzeć na to, jak Maslow wyjmuje drżącymi rękoma telefon i dzwoni po karetkę.-Przy Green Street zdarzył się wypadek. Tak, niedaleko szkoły. Dobrze, już..






Natalie, Halston i Emily siedziały w mieszkaniu Brown i czekały na telefon od kolegi Halston, który miał im załatwić dragi. Obiecała dziewczynom dobrą zabawę do, której sama Emily nie była do końca przekonana. Nie chciała brać narkotyków. Obiecała Brianowi, że pod jego nieobecność nie będzie robiła żadnych głupstw, a teraz jeszcze bardziej się bała, że brat w pewnym momencie wejdzie i zobaczy ją na totalnym odlocie. Przerażało ją to, a jednak posłuchała się swoich przyjaciółek niczym pies swego właściciela. To było nieuczciwe z jej strony.. a jednak jednocześnie była podekscytowana tak samo bardzo jak pozostałe dwie dziewczyny.
W pewnym momencie rozległ się dzwonek telefonu.
Lecz to nie był telefon Halston.

-Emily! Odbierz. - Natalie musiała szturchnąć dziewczynę, aby ta w ogóle wstała po telefon.

-Co? Ach, tak, tak już idę. - wstała niechętnie z krzesła i podeszła do swojej torby. Wyjęła z niej parę zeszytów, aż w końcu dogrzebała się do swojego telefonu.-To James.

-Pewnie dzwoni do mnie. Telefon zapewne mi się rozładował, a mówiłam mu, że będę u ciebie. - zaśmiała się i wyrwała jej z ręki urządzenie.-Hej ,James. Po co Ci Emily..? Coo, j-jak.. Och.. to pewnie niewinne uderzenie w głowę.. Operacja? Z powodu takiej błahostki? - brunetka przerażona wyrywkami rozmowy wyrwała dziewczynie telefon i przyłożyła go do ucha.

-Brian jest w szpitalu?!


                                                                                ***
-Myślisz, że jakbym zaprosił Lucy.. na randkę to.. Katelyn, lub Ty.. zabiłybyście mnie? - spytał Carlos swojej siostry, gdy ta wraz z nim oglądała z nim ‘’Love, rosie’’. - Czy puściłybyście mi to płazem? Bo wiesz, twoja przyjaciółka jest fajna.. i ogólnie super, piękna, inteligentna.. nie to co Ty.. - zaśmiał się, a ona uderzyła go w tył głowy.-Taka prawda.

-Zabiłybyśmy cię dopiero wtedy, gdybyś złamał jej serce.. a tak to nie, najwyżej byśmy ci pogroziły.. i trochę podkolorowały twoje oko na piękny fioletowy kolor. - uśmiechnęła się do niego i zatrzymała film.-Jeśli ci się podoba umów się z nią. Ale nie na siłę, bo wtedy.. nawet nie dostaniesz od niej buziaka. - zaśmiała się i schowała kosmyk włosów za ucho.-Lucy.. ona jest dosyć wymagająca i wiesz..

-W jakim sensie wymagająca?

-Nie zauroczysz jej kwiatkiem. To musi być coś wykwintnego. Zawsze marzyła, aby chłopak na pierwszej randce zaprosił ją do restauracji.. ładnie się ubrał.. zjedli razem romantyczną kolację.. a potem obściskiwali się na tyle jego samochodu.- uśmiechnęła się i spojrzała na niego.

-Uuu..

-No i nienawidzi róż. Uważa, że są zbyt pospolite. I nie będziesz z nią uprawiał seksu.. więc się nie napalaj. I będziesz musiał wypożyczyć jakiś fajny samochód na tą randkę, bo Ty chyba nie chcesz zawieźć ją do restauracji tym starym gratem ojca?

-Nicole.. czy Ty na serio uważasz swoją przyjaciółkę za taką łatwą? - spytał z dużym bananem na twarzy.

-Zgaduję, że usłyszałeś tylko tą kwestię o obściskiwaniu? - zaśmiała się, a następnie zamilkła, gdy usłyszała, że telefon brata dzwoni.-Kto to?

-James.. Dziwne.. - uśmiechnął się i odebrał telefon.

Gdy skończył rozmawiać przełknął ślinę i spojrzał smutnym wzrokiem na Nicole.

-Co się stało? - uśmiechnęła się lekko, a zaraz spoważniała.-Coś z Jamesem? - nie ukrywała tego, że się zaczęła martwić co też przyjacielowi jej chłopaka mogło się stać.

-Z Jamesem.. nie, z nim wszystko ok. Gorzej z Brianem. O-on miał wypadek. Jest w stanie krytycznym.


W tamtej chwili świat Nicole rozpadł się na milion kawałków.


















*AJ NOŁ KRÓTKI ROZDZIAŁ PRZEPRASZAM.
Po prostu teraz chciałam pokazać reakcję osób, które dowiedziały się o wypadku Brian'a.
Mam zamiar wstawić w tym tygodniu jeszcze jeden rozdział SOOŁ spokojnie, nic się nie dzieje. po prostu.
Wiem zaniedbałam tego bloga. Lecz, gdy komputer był w naprawie niektóre opowiadania mi się usunęły. Nie nie wiem jak. I sie lekko załamałam, a próbując napisać jeszcze raz to co pisałam miesiąc wcześniej po prostu.. trudno mi było.
Cały czas myślałam, że coś mieszam.
Przepraszam was, ale obiecuję, że ten blog odżyje jeszcze przed rozpoczęciem roku.
W sumie.. już trochę odżył.
Brian zachował się idiotycznie wiem. 
Ale ten głupek po prostu jest ślepy i nie rozróżnia kolorów XD.
Dobra nie.. to nie było śmieszne.
Idę pisać kolejny rozdział.
PAAAA.